Masz temat? Zadzwoń!!! 518 236 986

Bóg dał jej talent, ale resztę wygrała sama

Zdjęcie aktualności Bóg dał jej talent, ale resztę wygrała sama Fot. Zbiory prywatne

Powiedzieć o niej talent – to nic nie powiedzieć. Zuzanna Bronowska od kilku lat nas zachwyca, zdumiewa, rozpromienia. Staje się przykładem i wzorem, że z Płońska można wypłynąć na naprawdę szerokie wody. Podczas mistrzostw Polski do lat 20, obroniła tytuł mistrzyni na dystansie dwóch okrążeń a w biegu na 1500 m, choć biegła dopiero po raz drugi w życiu w oficjalnych zawodach wywalczyła srebro.

A przypomnijmy, że to jedynie cześć z jej medalowych sukcesów. W trakcie ostatnich lat została złotą medalistą: mistrzostw Europy do lat 17, halowych mistrzostw Polski z rekordem kraju i mistrzostw Polski juniorów przed rokiem w Raciborzu. Wszystkie te biegi wygrała w stylu, którego nie powstydziłaby się: Lidia Chojecka. Biega bardzo inteligentnie. Nie obawia się tempa rywalek. Przyjmuje wyzwanie. Tak jak w pokerze podbija stawkę i przeważnie z wrodzonym sobie urokiem, ogrywa rywalki na linii mety. Wczorajszy bieg na jej koronnym dystansie wygrała jakby nie wrzucając nawet „piątego biegu”. Tak jakby chciała, cichym przekazem powiedzieć rywalkom, że rywalizacja na 800 m toczy się jedynie o drugie miejsce. Bukmacherzy przewidzieli to wcześniej, przed biegiem, ponieważ za jedną postawioną złotówkę na złoto Zuzi, zgarnąć można było tylko … 20 gr. Jak widać rola murowanej faworytki płońszczanki nie sparzyła.

Sukcesów nie byłoby bez Roberta Adamskiego, który potrafił „odkochać” w Zuzi jeszcze gdy chodziła do gimnazjum jej pierwszą sportową pasję czyli jeździectwo i zaprosić ją do tańca o nazwie lekkaatletyka. Tak wirują w tym pięknym tańcu do dziś. Robert to niespotykany jak na warunki płońskie pasjonat i wizjoner „lekkiej”. Żonę Kasię mógłby zdradzać jedynie z „królową sportu”, którą śledzi przed telewizorem, w internecie i przede wszystkim na zawodach w całym kraju. W swoim teamie miał kilku utalentowanych biegaczy, ale takiego złotka jak Zuzia na pewno nie. Byłem pewnie jednym z niewielu, którzy byli bardzo wymagający dla samego Adamskiego jak i jego teamu po wielu startach. Uważałem, że od jego podopiecznych mamy prawo wymagać więcej, również wobec skali talentu. Analogicznie po uczniach z piątkami możemy spodziewać się więcej, niż po tych, którzy mają tróje. Pamiętam marzec 2018 r. gdy po naszej rozmowie w „TC”, gdzie Robert powiedział kilka gorzkich, ale prawdziwych zdań o sytuacji w płońskim MKS-u, wyleciał z klubu. Nie usłyszał wtedy na koniec dziękuję. Dziś po raz kolejny może tylko uśmiechnąć się wracając do tamtej sytuacji, bo wie, że miał rację.

Jeszcze w dniu startu Zuzi na 800 m „ścieliśmy” się z Robertem o występ Wiktora Mateńki. Powiedziałem mu, że pomimo świetnego wyniku czasowego, 9 miejsce to jednak niedosyt. Na pewno te słowa wziął do serca. Jako świetny analityk, każdy detal odgrywa dla niego dużą wagę. Dlatego jestem spokojny, że Wiktor również za rok wróci jeszcze mocniejszy i nie będzie cieszył się jedynie ze zwycięskiego finału B. Wczoraj już po złotym biegu Zuzi, Robert przyznał, że czuję się spełniony, co oczywiście nie oznacza, że sportowo jest „najedzony”. Cały team jak przystało na profesjonalistów jest głodny kolejnych sukcesów.

Ale wróćmy jeszcze do Zuzi. O jej niezwykłej dojrzałości świadczą nie tylko starty, ale również sposób bycia i podejście do sportu. By nadal święcić triumfy decyzję o rozpoczęciu studiowania odłożyła o rok. Świetnie współpracuje z mediami. Zawsze w merytoryczny i wyważony sposób wypowiada się nie tylko na sportowe tematy. Podczas pamiętnej sesji płońskiej Rady Miasta, gdy rozmawiano o sytuacji klubu MKS Durasan Płońsk jej wystąpienie zostało zapamiętane na dłużej niż większość wypowiedzi radnych w trakcie całej kadencji.

Dziś jest jedną z najbardziej popularnych osób w Płońsku. Ze świecą w ręku szukać ludzi jej wrogich. Potrafi łączyć a nie dzielić. Niektórzy obawiają się, że gdyby zapragnęła wystartować w wyborach samorządowych, to wygrała by je w cuglach. Trudno jej nie lubić. Rozbudziła w płońszczanach marzenia o własnym idolu. Tak prawdziwym i namacalnym. Tym, którego spotkać można na jednej z lokalnych ulic.